Czas jest bezlitosny. Zwłaszcza jeśli chodzi o jego upływ. Gdy siedzę w jednym z paryskich parków i piszę ten list, we Wrocławiu większość studentów zmaga się z sesją egzaminacyjną, zastanawiając się kiedy właściwie minęło te kilkanaście tygodni letniego semestru. Też się nad tym zawsze zastanawiałem. Dwa razy do roku... Ale wierzcie mi lub nie, nic nie płynie tak szybko jak czas na Erasmusie. Przecież doskonale pamiętam pierwsze dni w Paryżu. Odnoszę wrażenie, jakbym był tu od miesiąca. Tymczasem kończy się czerwiec i za tydzień wracam do domu.
Rozglądam się dookoła siebie po dobrze mi już znanych alejkach parku. To, co przez ponad trzy miesiące tworzyło moją codzienność za niedługo stanie się jedynie miłym wspomnieniem. Paryskie ulice, budynki, pociągi metra, którymi jeździłem na uczelnię, miejsca, w których spotykałem się ze znajomymi i w których poznawałem nowych... Wreszcie ludzie, z którymi spędzałem czas. Wrócą, tak jak ja, do swoich miast. Może i będziemy się spotykać, ale nie będzie to już pod Sacré Coeur, czy nad Sekwaną. I nie będzie świecącej w oddali Wieży Eiffla.
Tak, Paryż ma swój klimat. Atmosferę, której nie poczujemy biegając od rana za przewodnikiem i udając się wieczorem do hotelu, zmęczeni całodziennym zwiedzaniem. Ducha tego miasta poznamy po zmierzchu w miejscach, w których zbierają się mieszkańcy, w tym imigranci z praktycznie całego świata. Schody pod Sacré Coeur, Most Artystów, Pola Marsowe, brzegi Sekwany. Knajpki, kluby restauracje. A w słoneczne dni wolne od pracy (których zwłaszcza w maju trochę jest) parki, ogrody i lasy. Studenci przebywający na Erasmusie mają szansę się poznać dzięki organizowanym przez kilka klubów specjalne imprezy (na które „Erazmusi” wchodzą w wyznaczonych godzinach za darmo – należy bowiem pamiętać, że wstęp do takich miejsc wiąże się często z opłatą, wynoszącą nawet 20 euro!).
Tak, Paryż przyciąga. Owiany legendą europejskiej stolicy mody, kultury i sztuki kojarzy się ze słynną wieżą, łukiem i Moulin Rouge. Mekka artystów, zakochanych oraz posiadaczy zasobnych portfeli, gotowych zapłacić duże pieniądze za najmodniejsze ciuchy w paryskich butikach. Wreszcie cel podróży miłośników sztuki (poza słynnym Luwrem, czy Orsayem jest tu wiele małych
muzeów, poświęconych często tylko jednemu artyście, np. Pablowi Picasso czy Salvadorowi Dalemu) i... kolei. Oprócz jednej z najstarszych i największych na świecie sieci metra przyciągają ich piękne paryskie dworce, pociągi TGV oraz sieć szybkiej kolei regionalnej RER. W tym miejscu warto wspomnieć, że w jednym z nieczynnych już dworców znajduje się obecnie... muzeum Orsay.
Tak, to miasto potrafi również rozczarować. Może się nam wydać inne niż to, które znamy z przesłodzonych pocztówek, opowiadań znajomych, czy przewodników. Nie każdy Paryżanin ubrany jest zgodnie z obowiązującymi trendami, wieczorem na niektórych bulwarach jest po prostu nieprzyjemnie, a stojąc w upalny dzień w długiej kolejce np. na wieżę katedry można poczuć się jak na ogromnej patelni. Czar potrafi prysnąć. Jest nawet coś takiego, jak syndrom paryski. To dolegliwość dotykająca turystów, którzy po przyjeździe do stolicy Francji odkrywają, że w rzeczywistości jest ona inna od tej, jaką sobie wyobrazili lub jaką znali z książek czy telewizji. Paryż jest zwyczajnie przereklamowany. Nie znaczy to jednak, że nie jest piękny. Przeciwnie. Zresztą kocha się go niezależnie od zalet i wad, jakie ma...
Na koniec ciekawostka. A raczej zagadka: czy Paryż jest dużym miastem? No cóż. Zależy, jak na to spojrzeć. Pod względem liczby mieszkańców jest niewiele większy od Warszawy, natomiast jeśli weźmiemy pod uwagę pole powierzchni miasta, to okaże się, iż jest... prawie trzy razy mniejszy od Wrocławia! Duże liczby pojawią się dopiero, gdy weźmiemy pod uwagę całą aglomerację, którą zamieszkuje aż 12 milionów ludzi.
Piątek, wczesny wieczór, niewielka kawiarnia w centrum handlowym. I chociaż pora sprzyjała bardziej wyjściu ze znajomymi na piwo, Marta,
...
O studentach wrocławskich szkół wyższych krążą różne opinie. O nas również. Jakie? Zapytałem o to studiujących na innych uczelniach.
Gdy piszę ten tekst, mija tydzień od mojego przyjazdu do Paryża. Zdążyłem poczuć klimat miasta, poruszam się po nim swobodnie metrem, wiem
...